artykuły

Poronienie - było czy nadal jest ... ?
data: 2016-09-28

Poronienie – było czy nadal jest...?        


 

Do mojego gabinetu przyszła młoda kobieta. Usiadła na fotelu. W emocjach obojętna, choć za nią chował się smutek. Zaczęła opowiadać o utracie dziecka, o zabiegu w szpitalu. O przerażeniu, lęku i poczuciu winy. Właśnie, poczuciu winy... Między słowami mówiła: To już jest za mną, poradziłam sobie z tym, zrozumiałam, tak pewnie musiało być i .... płakała, bardzo płakała. Lekarz jej wyjaśnił, że zarodek przestał się rozwijać, że nie było szans. Mówiła dalej: Ja to rozumiem, naprawdę. I wtedy zapytałam : To dlaczego Pani wnętrze tak bardzo płacze? Dlaczego tak cierpi? Pojawiła się cisza a potem słowa: Czuję, że to ja zawiniłam, że zrobiłam coś nie tak mojemu dziecku.

POCZUCIE WINY

To często główny sprawca bólu I cierpienia. Kobieta zastanawia się, czy nie przyczyniła się do śmierci własnego dziecka. Tak śmierci. Ona właśnie to tak postrzega. Jej dziecko zmarło, odeszło. Pojawiają się często słowa: Może mogłam zrobić coś inaczej. Chodziłam do pracy a mogłam zostać w domu. Nosiłam zakupy a nie powinnam dźwigać. Spotykałam się z ludźmi a to był okres, gdy wiele osób chorowało na grypę... Te i inne wątpliwości pojawiają się lawinowo. Kobieta szuka w sobie winy. Dlaczego? Bo ma poczucie, że życie jej dziecka zależało od niej. Ona je nosiła, ona o nie dbała. Staje się sama dla siebie karzącym rodzicem, który rozlicza z błędów. Popełniłam błąd i mam tego konsekwencje... a ból trwa i trwa. Czy w takim razie to jest rozwiązanie? Czy poczucie winy coś dobrego wnosi, czy pomaga? Niektóre kobiety nie potrafią się zatrzymać w obwinianiu siebie. W pewnym sensie stają się nim owładnięte. Mijają lata, rodzą się kolejne dzieci lub nie, a poczucie winy nadal jest. Czy tak musi być? Nie musi a nawet być nie powinno. Poczucie winy niszczy. Ono nie wzmacnia kobiety w jej doświadczeniu a osłabia. Jeśli kobieta nie akceptuje siebie, pojawiają się konflikty w związku. Oddala się od swojego partnera.

UKRYTY ŻAL

I bywa, że ma żal do ojca dziecka. Pojawiają się u niej myśli: On tak bardzo nie cierpiał, on tego nie rozumie. Nie jest kobietą, nie wie co ja czuję. Ale jest ojcem nienarodzonego dziecka! Widzi ból i cierpienie kobiety i ma wrażenie, że nie jest w stanie jej pomóc. Próbuje i rozmawia, wspiera lub unika konfrontacji. Tak, unikanie to także działanie. Gdy ogarnia go bezsilność i nie wie jak pomóc, nie radzi sobie z cierpieniem kobiety, bo zdaje sobie sprawę że jej nie uratuje... ucieka. Czuje się przegranym, nie potrafi pomóc. Wtedy może rodzić się w nim złość na kobietę. Mówi: Przestań o tym myśleć, tak się zdarza i trzeba żyć dalej. Kobieta nadal obstaje przy swoim: On mnie nie rozumie i nie zrozumie. Partner wie, że tak być nie powinno on to czuje. Czas na żałobę po starcie minął a ona cały czas tkwi w cierpieniu. On widzi prawdę. Bo cierpienie ma początek i koniec! A tego końca ona nie dostrzega. Czy on naprawdę nie jest w stanie jej pomóc? Bywa, że w pojedynkę się nie uda. Ale może znaleźć dla niej pomoc. A czego ona potrzebuje?

POŻEGNANIE DZIECKA

Pożegnania. Wybaczenia sobie, dziecku, światu.... Ona potrzebuje uwolnienia się od przeszłości, aby znowu patrzeć „tu i teraz”. Ona ma prawo cieszyć się życiem, kolejnymi dziećmi, ona ma prawo cieszyć się swoim związkiem z partnerem. Bez pożegnania, gdy ból trwa i trwa jest zablokowana. Nie może iść dalej. Żyje ale na pozór szczęśliwie. Cieszy się ale wewnętrznie patrzy w przeszłość. Ona potrzebuje pomocy, aby móc iść do przodu.

GDZIE SZUKAĆ POMOCY

To czas na pomoc z zewnątrz. Bywa, że cierpiące kobiety podejmują leczenie farmakologiczne. Obniżony nastrój, brak poczucia sensu w życiu, brak chęci i radości to komponenty depresji. Udają się do lekarza psychiatry, prosząc o pomoc. Czasami nawet po latach pukają do drzwi psychologa, psychoterapeuty mówiąc: Nic się nie zmienia. Leki dają ulgę, ale nie zmieniają mojego życia. Nie wiem, co dalej robić... Leki dają możliwość złapania oddechu, odpoczynku od odczuwania, bywają bardzo ważne na etapie dużego cierpienia. Pozwalają przygotować się na kolejny etap – kontakt z psychologiem. Cel: uwolnienie się, wybaczenie, pożegnanie przeszłości. To co istotne na tym etapie to terapeuta, osoba z którą kobieta dobrze się czuje, ma odczucie zrozumienia, zaopiekowania. Wtedy ma szansę nastąpić - ZAKOŃCZENIE. Ta młoda kobieta ma szansę powiedzieć : Poronienie było... już nie jest. Naprawdę wewnętrznie czuje, że żyję. Odzyskałam siebie dla siebie i innych.

SŁOWA DLA CIEBIE

Poronienie to trauma. Zmienia w danej chwili całe życie. Warto zapamiętać jedno, ono nie niszczy jeśli wyjdziemy mu naprzeciw. Sens nie tkwi w tym aby siedzieć w cierpieniu, bo to nic nie zmienia. Utwierdzanie się w przekonaniu, że cierpienie z powodu utraty dziecka zawsze będzie - jest błędne. Chyba, że bardzo tego chcesz aby było. Ale w to nie wierzę.

Sens tkwi w dalszym życiu, w zrobieniu w sobie samej miejsca dla dziecka, które odeszło. W pamiętaniu o tym, że było mimo że bardzo krótko. W dalszym radosnym życiu dla niego i dla siebie. To ma sens! Dziecko kocha matkę i nie chce widzieć jej łez, a widzi nawet gdy płaczesz tylko w środku. Zawalcz o uśmiech dla niego i dla samej siebie. Wtedy poronienia już nie będzie, mimo że zawsze będziesz pamiętać że było.


 

Autor: Monika Trzcińska – Nowak, psycholog Centrum Psychologiczne TM

 

ZamknijNa tej stronie internetowej wykorzystywane są pliki cookies zbierane do celów statystycznych i wykorzystywane do poprawnego działania serwisu www.
Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies można zmienić w ustawieniach przeglądarki - niedokonanie zmian ustawień przeglądarki jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.